O łowickiej skrzyni cz. 2

Przed sobą spostrzegli  ogromnego niedźwiedzia.

To nie był miś jak w zoo. To był gigantyczny niedźwiedź z pianą w ustach, która spadała płatami z jego paszczy na zieloną trawę.  Nie ulegało wątpliwości, że jest głodny, a przed sobą widzi dwa smakowite kąski.  Dzieci struchlały. Po co im było nie słuchać ciotki? Teraz mają za swoje… Niedźwiedź je zaraz rozszarpie, a ich rodzice nawet nie będą wiedzieli w jaki sposób zginęły. Ich portrety będą wywieszone na plakatach jako osoby zaginione, wszyscy będą ich opłakiwać, ale po miesiącu zapomną o całej sprawie. A przed nimi miało być przecież jeszcze całe życie!

Opowiadanie o łowickiej skrzyni- cz. 1

Przed sobą spostrzegli  ogromnego niedźwiedzia.

To nie był miś jak w zoo. To był gigantyczny niedźwiedź z pianą w ustach, która spadała płatami z jego paszczy na zieloną trawę.  Nie ulegało wątpliwości, że jest głodny, a przed sobą widzi dwa smakowite kąski.  Dzieci struchlały. Po co im było nie słuchać ciotki? Teraz mają za swoje… Niedźwiedź je zaraz rozszarpie, a ich rodzice nawet nie będą wiedzieli w jaki sposób zginęły. Ich portrety będą wywieszone na plakatach jako osoby zaginione, wszyscy będą ich opłakiwać, ale po miesiącu zapomną o całej sprawie. A przed nimi miało być przecież jeszcze całe życie!

Niedźwiedź patrzył na znieruchomiałe rodzeństwo rozgorączkowanymi ślepiami, podskoczył do nich na wyciągnięcie ręki i zaczął obwąchiwać.

– Fuj! Jak wy śmierdzicie!- ryknął nagle i odskoczył w tył. – Szykowałem się na smaczny obiad, ale z takim zapachem to żadna przyjemność z jedzenia! Musicie też być człowiekami!

– Jak to… Ty … mówis? – Nie mogła uwierzyć w taki natłok niebywałych zdarzeń tego dnia Weronika.

– A co to, mały sepleniący grzdylku, myślałaś, że to tylko człowieki umieją gadać?

– No bo tak jest. W naszym świecie zwierzęta nie gadają. Niedźwiedzie co najwyżej ryczą. – Dopowiedział mądry Kacperek.

– Widocznie nie widziałeś prawdziwych niedźwiedzi mały mądralo – odparł niedźwiedź. – Rozumiem, że skoro tu przybyliście, to pewnie jesteście tymi śmiałkami, którzy chcą uwolnić tego głupiego człowieka Huberta? Muszę wam powiedzieć, że nie warto. Jest samolubnym stworzeniem, nie sądzę, by ktokolwiek za nim tam u was tęsknił.

– Hubelta… ? Jakiego Hub… – zdziwiła się Wera

– Tak, szukamy Huberta. – W mig przerwał jej brat. Weronika zdziwiona spojrzała na Kacpra, jednak nic nie powiedziała. – Tak, chcemy go uwolnić.

– Tak sądziłem, ech, wy, człowieki, to naprawdę macie nierówno pod sufitem. Żeby takiego drania chcieć uwalniać… Ale skoro i tak Was nie zjem, to mogę Wam trochę pomóc. No, oczywiście nic za darmo.

– Możemy Ci obiecać słoik miodu! – Zaproponował Kacperek

– O, to już brzmi rozsądnie. Widzę, że nabywasz ogłady, młody człowieku. Dobrze, więc jak zapewne wiecie, jesteśmy w krainie snu. Każda z wysp, którą widzicie, to czyiś sen. Czyiś, to znaczy kogoś z Was, człowieków, w waszym świecie. Widzicie te ptaki?  – Wskazał na białe ptaki, podobne do mew, które wylatywały co chwilę z chmur i docierały do różnych wysp. – To właśnie wy, człowieki. Gdy śpicie przylatujecie tutaj do nas, a gdy się budzicie, z powrotem odlatujecie przez chmury do swojego świata. Niektórzy z Was są naprawdę fajni, więc trochę szkoda, że nie zostają u nas na dłużej.

– Naprawdę? To i my tutaj bywaliśmy gdy coś nam się śniło? – Zawołał zdumiony Kacper.

– Hohoho, widzę, że dobrze przygotowaliście się do swojej misji, skoro nic nie wiecie o tej krainie. – podśmiał się niedźwiedź. – Może się przedstawmy sobie, jestem miś Ptyś, opowiem Wam i trochę więcej, jeśli obiecacie mi więcej miodku!

– Jasna splawa!- Zawołała Weronika- damy Ci i 5 słoików, tylko nam pomóz.

– Historia Huberta jest dość prosta. Chłopak był, a właściwie nadal jest,  zakochany po uszy w pannie K. Oboje byli, tak jak i wy, człowiekami, jednak gdy odkryli Zaczarowaną Spiralę – czyli przejście między światowe, którym zapewne i wy przybyliście, często nas tutaj odwiedzali. Zaprzyjaźniliśmy się. Można powiedzieć, że prowadzili podwójne życie, jedno u was, drugie u nas. Jednak zasadą wejścia i wyjścia z naszego świata jest to, by mieć w sercu prawdziwą miłość. I co ważne: ODWZAJEMNIONĄ miłość. Parę lat temu , gdy swoim zwyczajem nas odwiedzili, musieli się rozdzielić. Panna K musiała wcześniej wrócić do waszego świata, więc Hubert został z nami jeszcze na jeden dzień, bo akurat zbliżało się nasze święto i chętnie nam pomagał w przygotowaniach. Gdy jednak chciał wrócić, okazało się, że Zaczarowana Spirala nie chce się dla niego otworzyć. Próbował kilkakrotnie i cały czas nic. Zrozumiał, że choć darzy miłością Pannę K, to ona musiała już o nim zapomnieć. Może pokochała kogoś innego, a może zginęła. W każdym razie Hubert został w naszej krainie uwięziony i mimo, że jest tu bajecznie, to dla niego jest to jak więzienie. Z dala od ukochanej, która go już nie chce, lub nie żyje. Od tamtego momentu stał się zgorzkniały. Gdyby nie śmierdział tak jak Wy, to po prostu bym go zjadł i byłoby po kłopocie. Skróciłbym mu mękę, a nam problemy z jego nieszczęściem. No, ale niestety…

– To ten biedny Hubelt jest tutaj cały cas? I nie moze wlócić do domu? Biedny… – współczuła Wera.

– Masz rację, jest biedny. No więc możecie go uratować, jeżeli Was pokocha i Wy jego. Wtedy Zaczarowana Spirala przepuści go i będzie mógł wrócić do Waszego świata i szukać swej ukochanej Panny K. Może wtedy na nowo uda mu się zdobyć jej serce.

– Pomósmy mu! Kacpelku, Kacpelku, pomozemy, plawda? – wołała Wera do swojego brata.

– To nie będzie takie proste. Hubert jest tak zgorzkniałym człowiekiem, żeby kogoś pokochał, musiałby chyba stać się cud. No i powiem Wam, że I jego pokochać nie będzie łatwo. Ale życzę powodzenia i liczę na miodek.

– Ale jak go znaleźć w tej wielkiej krainie? – Spytał Kacper, który podobnie jak Wera użalił się nad losem Huberta.

– Macie instrukcję na kamieniu. – Niedźwiedź wskazał na napis na głazie, który przed chwilą dzieci analizowały, ale nie umiały odczytać. – To jest kamień o imieniu Rada. – Weronika zasłoniła usta by nie parsknąć śmiechem. Jak można nadawać imiona kamieniom? I to tak dziwne imiona? – Tam zawsze znajdziecie radę skierowaną  specjalnie dla Was. Każdy może tam znaleźć coś dla siebie. Czasem w snach też tu przychodzicie. Znajdujecie porady dla własnych życiowych problemów i gdy się budzicie wiecie już co trzeba czynić. To wszystko dzięki temu kamieniowi.  Przeczytam Wam, bo pewnie Wy, człowieki nie umiecie.

Zaciekawione rodzeństwo podeszło do kamienia i niedźwiedź zaczął czytać literki, których w naszych alfabetach nie istnieją.  Były trochę podobne do chińskich znaków, jednak nawet Chińczyk nie dałby sobie rady z rozszyfrowaniem tego.

– „ Śmiałkowie! Pomóżcie Hubertowi o złotym sercu. To człowiek zasłużony dla naszej krainy. Nie chcemy by Świat Snu był dla niego więzieniem. Znajdźcie go na wyspie snu Panny K. Miś Ptyś Was tam zaprowadzi. Wystarczy pokochać i zostać przez niego pokochanym. Czy to zbyt wiele? PS Miś Ptyś zrobi dla Was wszystko, tylko pamiętajcie o miodku dla niego” Hmmm… średnio mi się to podoba… – mruknął niedźwiedź. – no ale Wsparcia trzeba słuchać. Takie mamy u nas zasady.

– Czyli zaplowadzis nas do Hubelta? Supel jesteś Misiu Ptysiu! – zawołała Wera i przytuliła Niedźwiedzia. Wyglądała jak mała pchełka w jego gęstym futrze. Teraz już serce Misia Ptysia zmiękło i wiedział że chce pomóc rodzeństwu. Choćby dla tego miłego uczucia przytulenia przez tego małego człowieczka.

***

W Krainie Snu przechodzić z wyspy na wyspę można było za pomocą specjalnych łódek które pływały po morzu chmur. Miś Ptyś zaprowadził dzieci na molo i wsadził je na swoją łódkę. Niedźwiedź był ogromny, a dodatkowego ciężaru nadawały dzieci, więc łódka była głęboko zanurzona i kiwała się na różne strony.

– A co jeśli wypadniemy? Da się pływać w tych chmurach? – spytał chłopiec.

– Da się, normalnie jak u Was w morzu wody. – Wyjaśnił Miś Ptyś. – Z tym że jest to o wiele przyjemniejsze! Nie jesteś mokry no i chmury są takie mięciutkie, sami dotknijcie.

Wera niewiele myśląc wystawiła obie rączki przez burtę i zaczęła bawić się chmurami. Ale koleżanki jej będą zazdrościć gdy im opowie o ich przygodzie! Hmm, o ile w ogóle uwierzą…

Po około pół godzinnym rejsie dotarli do wyspy panny K. Podobno Hubert przebywał tutaj całymi dniami, licząc, że chociaż we śnie Panny K będzie mógł ją zobaczyć. Tak się jednak nie działo. Odkąd się rozstali, jak na złość Panna K nie śniła i nie odwiedzała nieszczęśnika. Wyspa była mała i całkowicie zalesiona.

– Hubert powinien być w szałasie, powinno mi się udać go znaleźć. Chodźcie za mną. – Kiwnął na dzieci Miś Ptyś.

Las był dość rzadki, więc słońce bez problemu wlewało się na ścieżynę, którą szli. Mech skutecznie wyciszał ich kroki i gdyby nie sapanie niedźwiedzia, trudno byłoby usłyszeć, że ktoś idzie. Po niedługim marszu dotarli do szałasu, przed którym siedział na ziemi oparty o drzewo przystojny, choć trochę zaniedbany mężczyzna. Nawet nie podniósł smutnych oczu, by przywitać przybyłych gości.

– Witaj Hubercie – zaryczał na powitanie Miś Ptyś. – Mam tu śmiałków, którzy chcą Ci pomóc. Poznaj Weronikę i Kacperka. – Dzieci niepewnie zbliżyły się do Huberta, który nawet nie drgnął na to powitanie i dalej analizował ściółkę.

– Nie zamierzasz współpracować?

– To na nic. Ona mnie nie kocha. Do kogo mam wracać?

– Spróbuj odzyskać jej uczucie, a nie użalasz się nad sobą. I doceń, że ktoś tu przyszedł specjalnie dla Ciebie, by Cię stąd wyciągnąć. – odparował Miś Ptyś, nie mogący pojąć jak Hubert może nie doceniać poświęcenia dzieci.

– Ja już nikogo nie pokocham. Kocham ją i tylko ją. – odparł  wpatrzony cały czas w ziemię Hubert.

Weronika nie mogła tego dłużej słuchać. Podbiegła do mężczyzny, objęła go za szyję i zawołała:

– Hubelcie, ty jesteś taki dobly, i twoje seldusko tes jest na pewno doble i mnie tes pokocha, plawda? – Przechyliła drobną główkę i spojrzała mu prosto w oczy.

– Pokochaj mnie! Pokochaj jak własne dziecko!

Kacperek był przerażony zachowaniem swojej siostry. Głupia Wera! Co jej strzeliło do głowy? To wszystko już na nic. Hubert się zaraz tylko wkurzy i misja już nigdy się nie powiedzie.

Wtem jednak stało się coś nieoczekiwanego. Gdy Hubert ujrzał spojrzenie Weroniki, jej piękne błękitne oczy, nagle jego twarz się zmieniła. Nabrała kolorów, usta się zaczerwieniły, a policzki zaróżowiały. Hubert z przejęciem przyglądał się małej dziewczynce.

– Ty… Twoje oczy… Masz takie same… Tak samo piękne jak ona… Jak to możliwe?

Miś Ptyś nie mógł wyjść ze zdziwienia. Pierwszy raz od lat widział Huberta w takim stanie. Wyglądał, jakby przebudził się z długiego snu, ożywiony widokiem oczu Weroniki.

– Powiedz mi, znasz ją? Wiesz coś o niej? O mojej Pannie K? Dziecko moje, twoje oczy tak bardzo mi ją przypominają! Wera była przeszczęśliwa z żywej reakcji mężczyzny.

– Niestety, nie znam jej, Hubelcie, ale ona na pewno cię znowu pokocha! Jesteś jej taki wielny. Na pewno to doceni! Jesteś psecies supel! – Wyszczerzyła w uśmiechu swoje mleczne ząbki.

Widząc to szczere, kochane dziecko, serce Huberta zmiękło już zupełnie. Nie wiedział jak ten mały szkrabek to zrobił, ale tak. Werka zdobyła serce Huberta. I jeszcze te jej oczy…

– Dziękuję wam dzieci, że we mnie uwierzyłyście. Chodźmy, spróbujemy wrócić do naszego świata. Z wami wierzę, że w końcu mi się to uda!

***

Z Misiem Ptysiem na czele cała czwórka wróciła na Zielone Wzgórze i dzięki wyrytej na ziemi strzałce bez trudu znalazła wejście do Zaczarowanej Spirali. Nadeszła chwila prawdy. Kacperek z Weroniką nie mieli kłopotu by przejść przez dziurę, jednak gdy Hubert chciał pójść w ślady dzieci, dziura się zamknęła i nie mógł w nią wejść. Rozczarowanie całego towarzystwa było ogromne. Wera z Kacperkiem wrócili do Huberta i zaczęli go pocieszać, by spróbował jeszcze raz, ale tak naprawdę brakowało im już argumentów. Ten czuł się rozgoryczony. Dzięki Weronice wstąpiła w niego prawdziwa nadzieja. Pokochał tę dziewczynkę jak własną córkę i czuł, że jej bezinteresowne serduszko pokochało i jego. Dlaczego zatem nie może się wydostać z tego więzienia?!

Jedynie niedźwiedź w całej sytuacji nie zamartwiał się. Szukał rozwiązania. Gdy jego towarzysze pogrążeni byli w smutku, ten powędrował do skały Rady, która była przecież tu nieopodal. Liczył, że może ona wyjaśni mu zagadkę Huberta. Że też wcześniej nikt na to nie wpadł! Zbliżył się do Skały Rady i zaczął odczytywać znaki wyryte specjalnie dla niego w głazie. W jednym momencie zbaraniał, o ile tak można powiedzieć o niedźwiedziu. Z szeroko otwartymi oczami wrócił biegiem do towarzyszy.

– Nienawiść! Musisz mieć ją w sercu! Dlatego nie możesz przejść! – wykrzyczał Miś Ptyś.

– Ale jak to? Co ty mówisz? – zdziwił się Kacperek

– Co ty, niedźwiedziu, pleciesz… – Hubert był zbyt zrezygnowany, by słuchać czego i kogokolwiek.

– Byłem u Skały Rady! Przecież to ona zawsze pomaga nam rozwiązać nasze problemy. Czemu wcześniej na to nie wpadliśmy? Otóż powiedziała mi, że odwzajemniona miłość faktycznie jest warunkiem przechodzenia przez Zaczarowaną Spiralę. Jednak drugim warunkiem jest brak nienawiści w sercu. Nie możesz prawdziwie kochać, jeżeli kogoś innego nienawidzisz! Więc teraz skup się Hubercie. – Głos niedźwiedzia był coraz bardziej stanowczy. Skoro już zaangażował się w ratunek człowieka, to chciał tego dopiąć. Do końca. – Skup się. Kogo nienawidzisz?

Po dłuższej chwili milczenia Hubert odparł:

– Krzysztofa. Nienawidzę Krzysztofa. Tego dnia gdy moja ukochana mnie zostawiła, powiedział tyle złych słów na mnie. Pokłóciliśmy się, a on mówił, że nie zasługuję na Pannę K. Że ona powinna była wybrać jego. A potem znikł tak jak i ona. Myślę, że to on sprawił, że przestała mnie kochać. – odparł dobitnie Hubert.

– Dlaczego tak myślisz? – zdziwił się Miś.

– Krzysztof jest moim bratem…

– Nienawidzisz własnego brata? – oniemiał Kacperek.

– Tak. Mimo, że się kiedyś kochaliśmy, to on musiał sprawić, że moja narzeczona mnie zostawiła. Zawsze mu się podobała, więc pewnie wykorzystał moją nieobecność – opowiadał rozgoryczony.

– Hubercie. – rzekł jakimś dziwnie dorosłym głosem Kacperek. – To jest niemożliwe. Skoro to twój brat, to na pewno tego nie zrobił. Nie wyobrażam sobie, że zrobiłbym coś złego mojej Werce. Choć często się kłócimy i denerwujemy na siebie, robimy psikusy i głupie kawały, to oboje chcemy swego dobra, i tylko dobra. – Słowa Kacperka były tak dojrzałe, że nie można było ich puścić mimo uszu.

Hubert opadł na ziemię. Ciężko przebaczać komukolwiek. Ale jeśli Kacperek ma racje? Jeżeli tylko tak sobie wmówił to wszystko? Zrozpaczony szukał wyjaśnień i całą winę zwalił na niego. Tak naprawdę to tęsknił za bratem. Gdy byli mali, uwielbiali wspólne zabawy i wyprawy. W tym momencie zdał sobie sprawę jak bardzo brakuje mu rozmów z nim. Powoli w sercu Huberta nienawiść do brata topniała, a zastępowała ją ogromna tęsknota . Gdy to wszystko się działo, nagle Hubert ujrzał, że dziura w skale się dla niego otworzyła! Tak! Po tylu latach w końcu może wyjść ze swego więzienia i wrócić do świata człowieków, jak to mówił Miś Ptyś. Tak, wystarczyło prawdziwa, odwzajemniona miłość i brak nienawiści w sercu, by dokonał się cud!

Radość i zdumienie wszystkich było wielkie. Dzieci pożegnały się z Misiem Ptysiem i obiecały, że gdy tylko kupią miodek, to wrócą, by mu go wręczyć. Choć niedźwiedź już dawno zapomniał o miodku, to chętnie przystał na to, by te dwa małe człowiecze szkraby go tu jeszcze odwiedziły.

Hubert podziękował z serca Misiowi Ptysiowi i zniknął w dziurze Tajemniczej Spirali. Za nim podążyło rodzeństwo. Szli długo w górę białymi schodami, jednak droga wcale ich nie męczyła. To wszystko było naprawdę zaczarowane i niesamowite! Nie mieli jeszcze pomysłu gdzie i jak szukać Panny K, jednak cała trójka czuła, że się uda. I mieli rację.

Gdy dotarli do szczytu schodów, wygramolili się ze skrzyni… prosto pod nogi ciotki dziwaczki! Jaki pech, że akurat w tym momencie musiała się zjawić w tym pokoju! Zaraz będzie awantura… Jednak zamiast awantury, dzieci ujrzały oniemiałą ciotkę Kingę, która nie patrzyła na nie. Patrzyła na Huberta. On natomiast w osłupieniu przyglądał się jej oczom. Naraz ciotka zaczęła się zmieniać. Zmarszczki na twarzy wygładziły się, cera pojaśniała, a sylwetka wysmukliła się. Stała teraz przed nimi piękna kobieta, z niesamowitymi niebieskimi oczami, do złudzenia podobnymi do oczu Weroniki. Dzieci nie mogły uwierzyć, że ich ciotka dziwaczka i ta piękna pani stojąca przed nimi, to jedna i ta sama osoba. Spojrzały na Huberta, ten z okrzykiem radości wziął ją w objęcia i tylko cicho szepcząc „Moja kochana, w końcu…” przytulał ją do siebie.

Jak pewnie się domyślacie, okazało się, że Panna K, to ich ciotka Kinga, która z żalu za narzeczonym, który jak myślała już jej nie kochał, zbrzydła. Teraz radość z odzyskanej miłości przywróciła jej urodę. Dobrze było patrzeć na tak szczęśliwą parę, zakochaną w sobie po uszy mimo upływu czasu. Wera i Kacperek spojrzeli na siebie z szerokimi uśmiechami. T

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s