Z miłości do Milki karmelowej, czyli kolejne tarapaty Kasi (4)

Kasia mogłaby udzielać lekcji, jak się wpada w niezłe tarapaty. Ten dzień był najlepszym tego przykładem. A wszystko zaczęło się tak bardzo niewinnie! Był piękny, śnieżny, ale i słoneczny dzień, tylko 3 dni dzieliły uczniów od jednego z najpiękniejszych dni w roku – od Wigilii Bożego Narodzenia.

W powietrzu czuło się już tę niesamowitą świąteczną atmosferę, wszyscy byli wobec siebie tak serdeczni i mili, jak prawie nigdy nie bywa na co dzień. W murach szkolnych trwała właśnie wigilijka uczniów i nauczycieli. Gdy na sali gimnastycznej skończyła się oficjalna część, panie woźne zaczęły wynosić słodkości, które pozostały po poczęstunku.

– Ty, gdzie one to wynoszą?? – zapytała Magdy spanikowana Kasia. Choć była szczupłą dziewczyną, to równocześnie łakomczuch z niej był niemały! A że dyrektor Gruszecki zafundował im na wigilijkę Milkę karmelową (według Kasi najlepszą na świecie czekoladę), to panika, że zaraz ona zniknie, była uzasadniona. Od razu z Magdą poczłapały za paniami woźnymi i wyczaiły, gdzie wynoszą słodkości z poczęstunku wigilijnego.

Było to miejsce dość niebezpieczne, bo pod samym nosem nauczycieli i dyrektora! Na końcu korytarza, który prowadził do sekretariatu i pokoju dyrektora stały dwa drewniane stoliki, na które odstawiane były wszystkie słodycze z wigilijki. Aż ślinka dziewczynom pociekła! Gdy upewniły się, że nikt niepożądany się nie zbliża, szybko podbiegły do stolików i zaczęły ładować najlepsze kąski do torebki papierowej. Adrenalina i bijące w zawrotnym tempie serca nie pozwoliły dopełnić torebki. Mimo to Magda była zadowolona z łupu. Jednak gdy wróciły w bezpieczne miejsce, Kaśka miała skwaszoną minę.

– Co Ci jest, Kaśka? – Magda zdziwiła się reakcją przyjaciółki. Nie rozumiała, jak ta mogła mieć taką minę po udanej eskapadzie i zdobyciu ich najulubieńszej czekolady!

– No bo kurde. Stchórzyłyśmy no! Gdybyśmy zachowały zimną krew, to byśmy dopełniły torebkę do końca!

– Ty no, ale nie wystarczy Ci tyle co już mamy?- spytała Magda, choć w głębi duszy zrozumiała o co chodzi Kasi. Też poczuła taki lekki niedosyt. Niby akcja zakończona powodzeniem, ale jednak nie w 100%. I już wcale nie chodziło o słodycze, a o jakiś honor, udowodnienie swojej odwagi w realu.

– Idę dopełnić nasze zadanie! – powiedziała nagle Kasia i znikła za rogiem korytarza. Magda jednak nie ruszyła za nią. Sama potem nie wiedziała czemu, może swoim rodzącym się kobiecym instynktem przeczuwała niebezpieczeństwo?

Kasia jednak najwidoczniej tego instynktu jeszcze nie miała. Wróciła do stolików w wiadomym celu. Nie zdążyła jeszcze wyciągnąć ręki po czekoladę, gdy wtem usłyszała zbliżające się kroki zza drzwi tuz za swoimi plecami. Natychmiast rzuciła się biegiem w powrotną drogę. Wiedziała jednak, że nie zdąży przebiec całego korytarza zanim ktoś, kto już zaczął otwierać drzwi, z nich nie wyjdzie. W jednej chwili podjęła dość dziwaczną decyzję, której od razu pożałowała. No ale trzeba zrozumieć, adrenalina w zbyt dużej ilości trochę biedną Kasię skołowała. Otóż, zamiast biec do końca korytarza, weszła bez pukania w pierwsze lepsze drzwi, które akurat miała po swojej lewej ręce. Otworzyła i zamarła. Stanęła w samym środku sporego zgromadzenia nauczycieli, którzy w jednej chwili zamilkli zdziwieni nieoczekiwanym wtargnięciem do sali i spojrzeli na Kasię groźnym wzrokiem. Tak, weszła do pokoju nauczycielskiego. Na dodatek w sam środek trwającej rady pedagogicznej. W jednym momencie dziewczę przybrało buraczane barwy na policzkach. Nauczyciele patrzyli na nią jakoś złowrogo. Nie jak na zwykłego łakomczucha. Raczej jak na złoczyńcę! Mimo poczucia winy, Kasię zdziwiły te spojrzenia. A jeszcze bardziej zdziwiły słowa dyrektora Gruszeckiego, który grzmiał zbulwersowany:

– No pięknie! Już zdążyłem zapomnieć, że przecież to te harcerki najbardziej broją w naszej szkole! Czy Wy nie posiadacie jakiegoś poczucia wstydu? No! W każdym razie, dobrze, że postanowiłaś się zrehabilitować i przyznać do winy. To akurat pochwalamy.

Kasia zdębiała. O jaką winę i jaką rehabilitację temu Gruszeckiemu chodzi??? I te wszystkie złowrogie, jakby rozczarowane oczy nauczycieli w nią wlepione… To zdziwienie odebrało Kasi mowę, co Gruszecki odebrał za oznakę skruchy, więc już trochę łagodniej dodał:

– Karę, którą wspólnie wymyśleliśmy za tak karygodne łamanie regulaminu szkolnego, będzie odmalowanie muru szkolnego od wewnętrznej strony, tuż przy głównym wejściu do szkoły. Pani woźna, Krysia, wszystko Ci pokaże. Czas na to masz dziś i jutro.

– Ale jak to? Proszę pana, przecież za 3 dni wigilia…

– Zgadza się młoda damo. I co w związku z tym? Nie każę Ci przecież w święta pracować.

– No tak, ale mamy wolne od dzisiaj…

– Katarzyno! – Gruszeckiemu znów puściły nerwy. – Koniec wykrętów. Zgadza się, że macie wolne, ale nikt nie zmuszał Cię do zabawy gaśnicą w szkole! Takich rzeczy ja nie będę tolerował, kara się należy i koniec tematu. Chyba, że wolisz zostać zawieszona w prawach ucznia!

Wooooooow. Dokładnie tyle Kasia miała w głowie. Nieźle. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że przecież wychowawczyni ogłaszała, że ten kto nabroił gaśnicą na korytarzu, by uniknąć gorszych konsekwencji, miał sam zgłosić się do dyrektora po wigilijce… I oni ją wzięli za tę osobę! Kasię tak rozbroiła cała sytuacja, że aż parsknęła śmiechem pod nosem.

– Co za bezczelność… – Skomentowała śmiech Kasi Różniczka, jej wychowawczyni, która od początku Kasi wtargnięcia do pokoju nauczycielskiego, kręciła głową z niedowierzaniem patrząc na swoją wychowankę. – Żeby się jeszcze z tego śmiać. Zero wstydu!

– Ale chodzi o to, że… – Próbowała wytłumaczyć nasza biedna Kasia.

– Już się nie pogrążaj Katarzyno, dobrze Ci radzę. I żeby mi to było ostatni raz! Jeśli już wszystko zrozumiałaś, możesz nas opuścić. – Gruszecki nie dał jej dojść do słowa.

Kasia widząc, że tłumaczenia na nic się nie zdadzą, schyliła pokornie głowę i wyszła z pokoju nauczycielskiego. Równocześnie miała ochotę wybuchnąć płaczem i śmiechem, tak bardzo komiczna, jak i przykra okazała się dla niej ta chęć zdobycia czekolady. Ruszyła korytarzem i gdy tylko minęła zakręt, ujrzała zaniepokojoną Magdę, która już czuła że coś nie gra.

Spojrzały na siebie, i choć Magda nie zdążyła jeszcze poznać całej historii, to już parsknęła śmiechem na widok czerwonych policzków Kasi. Kasia odpowiedziała tym samym i wtem obie trzymały się za brzuchy i śmiały do rozpuku.

– Spoko, w cokolwiek się nie wpakowałaś, pomogę Ci w tym! – Powiedziała Magda, gdy już się trochę uspokoiły. Puściła oko do Kasi, a ta poczuła tę niesamowitą falę ciepła, które zalewa serce, gdy zdaje sobie sprawę, że na kogoś można liczyć ZAWSZE, że ma się w kimś tak ogromne wsparcie.

I gdy wieczorem, kładąc się spać, wspominała w modlitwie Bogu miniony dzień, to nie myślała już o swojej wpadce. Pamiętała ją, ale to za co dziękowała, to przyjaźń, która tak bardzo ją dziś wzruszyła. Dzięki niej, nawet z niemałym entuzjazmem czekała na jutrzejsze malowanie muru, bo wiedziała, że nie będzie w tym sama. Prosiła też za Magdę, i za to, by ta ich gimnazjalna przyjaźń nie zakończyła się wraz z końcem szkoły, który był coraz bliżej.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s