Pierwszy autostop w życiu. Cz. 1

Kto był na Eurojamie w Normandii, ten pewnie jeszcze pamięta jakie zmęczenie towarzyszyło nam wszystkim w dniu wyjazdu, gdy w końcu, po zapakowaniu do autokarów wszystkich bagaży, sprzętu zastępów, wszystkich namiotów, ostatecznego przedarcia się przez morze błota, udało się usiąść wygodnie w ciepłym fotelu i lekko kołysząc się w rytm jazdy- usnąć… Jednak, gdy wszyscy śnili o powrocie do domów, ciepłych łóżek i tęskniących rodzin w Polsce, 3 drużynowe biły się z myślami czy zrealizować swój plan czy nie. A plan, iście ambitny plan, miał być taki, by po Eurojamie wyruszyć w swoją pierwszą w życiu autostopową podróż. Z Paryża do Wiednia. Snując wcześniej te plany, nie sądziły, że zmęczenie poeurojamowe będzie tak ogromne, a pokusa powrotu ze wszystkimi do Polski tak bardzo pociągająca!

Autokary zatrzymały się w Paryżu na 9-cio godzinną  przerwę, a chmary harcerzy i harcerek ruszyły zwiedzać stolicę Francji. Pogoda po deszczowym obozie w końcu się do nas uśmiechnęła. Muszę jednak przyznać, że oprócz klimatycznych Przyrzeczeń na placu przed katedrą Notre Dame- niewiele pamiętam z pobytu w Paryżu.

Nastał późny wieczór. Autokary zapuszczały silniki, a tłumy harcerek oczekiwały na wejście do środka. Padaliśmy z nóg. Nie dość, że wszyscy wykończeni byli trudami obozowymi i porannym wstaniem, to teraz ostatecznie wymęczyło nas długie zwiedzanie wielkiego miasta.

– Dziewczyny… To co robimy? – Zapytała niepewnie Gosia, która skrycie wierzyła, że ostatecznie wszystkie ulegniemy i wrócimy ze wszystkimi innymi- normalnymi, do Polski.

– Głupio teraz rezygnować… – Zasmęciłam. Jedyne na co liczyłam, to że ktoś podejmie za mnie decyzję, że wracamy do Polski autokarami ze wszystkimi. Nie chciałam podejmować tej decyzji sama, bo wiedziałam, że od razu, gdy autokar ruszy, zacznę mieć wyrzuty sumienia.

– Nie no, dziewczyny, przecież to będzie przygoda życia! – Ola miała najwięcej zapału.  Nie mogłam zrozumieć, skąd on się jej bierze!

Nasza narada trwała i trwała, a w każdej sekundzie podejmowałyśmy inną decyzję. Raz już pakowałyśmy się do autokarów, a zaraz potem chciałyśmy ruszać w drogę, po przygodę życia! Ostatecznie tak nas rozbawiło to nasze kobiece niezdecydowanie, że humory nam się poprawiły, nabrałyśmy na nowo wiatru w żagle i z siłami nie wiem skąd, chyba z nieba, zabrałyśmy nasze plecaki, pożegnałyśmy drużyny, podziękowałyśmy przybocznym i ze śpiewem na ustach ruszyłyśmy przed siebie. Serca ochocze aż skakały z radości, że nie poddałyśmy się, zwyciężyłyśmy własne słabości i ruszyłyśmy po przygody!

Tej radości nie zburzyła nam nawet ta strasznie zimna noc, którą musiałyśmy przeczekać razem z bezdomnymi, pod dworcem w Paryżu, otwieranym dopiero o 6 rano. Z rana przejechałyśmy pociągiem na obrzeża Paryża, gdzie dzięki znajomości jednej z naszych koleżanek mogłyśmy przez kolejne 1,5 dnia wypocząć, wyspać się, wykąpać i zasmakować świeżego jedzenia, które po eurojamowej bagietkowo-serowej diecie wydawało się królewskim! Poczułyśmy jak bardzo tęskniłyśmy za mięsem, świeżymi owocami i warzywami. Pani gospodyni- Maria, Polka mieszkająca od lat we Francji, aktualnie nauczycielka muzyki, przeżyła w swoim życiu bardzo wiele. Walkę z dwoma nowotworami, niechciany rozwód, rozstanie z ojczyzną … Wieczorem, przy przytłumionym świetle lampki, snuła swoje opowieści, a my widząc jej łzy w oczach, byłyśmy wdzięczne, za to, że zdecydowała się podzielić z nami swoimi historiami. Namacalne poczucie ufności i zawierzenia swojego losu Panu Bogu oraz melodie pieśni Okudżawy, które nam śpiewała, dodawały tym historiom głębszego, jakby mistycznego sensu…

Kolejnego ranka ciężko było się pożegnać. Szczególnie mając świadomość, że wygody się skończyły, a następne noce będziemy spędzać na naszych cienkich karimatkach. Syn Pani gospodyni wyprowadził nas na, jego zdaniem, idealne miejsce do łapania stopa. Niestety, nie było ono takie idealne jak się mu wydawało. Po dwóch godzinach czekania, w końcu znalazł się samochód, który jechał dalej niż do pobliskiej wioski. Kierowca obiecał, że nas wywiezie na lepsze miejsce. No i można powiedzieć, że to zrobił, to było na pewno dużo bardziej ruchliwe miejsce. Jednak tak serio- było beznadziejne. Kierowcy, nawet gdy chcieli nas zabrać, to bali się zatrzymać przy tak ruchliwej trasie. Byłyśmy załamane. Nie dość, że nie ruszyłyśmy się nic do przodu, to jeszcze jesteśmy w totalnej kropce, bez możliwości powrotu do domu pani Marii. Taki „piękny” początek naszego pierwszego w życiu autostopu. Aż wstyd opowiadać o tym komukolwiek. Zbliżał się wieczór, więc Gosia poszła szukać miejsca gdzie mogłybyśmy rozbić plandekę i przespać się tej nocy, a ja z Olą zaczęłyśmy zbierać i pakować nasze tobołki.

-Come on! Fast, fast! It is very dangerous place! – Odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy małego smarta,  z którego przednich szyb wyglądały dwie zaaferowane twarze muzułmanek w burkach. Góra naszych plecaków wydawała się być większa niż ten samochód, ale to było nieważne w tym momencie! Ktoś w końcu się zatrzymał! Bóg o nas nie zapomniał! Popatrzyłyśmy na siebie z niedowierzaniem i szybko zaczęłyśmy pakować się do samochodu. Nie było to proste, ostatecznie pani kierowca wrzucając na nas resztę naszych tobołków dotrzasnęła drzwi i szybko ruszyłyśmy.

– Girls, what are you doing here??  It is really, very dangerous to travel like that!- Pani kierowca była szczerze zaniepokojona naszą postawą. Uważała, że to bardzo niebezpieczne we Francji, by 3 dziewczyny same, bez mężczyzn, podróżowały, a co dopiero autostopem! Przejechała samochodem w spokojną okolicę, stanęła na parkingu i zaczęła rozmawiać w nieznanym nam języku, ze swoją koleżanką, siedzącą obok. Widząc, że na telefonie wchodzi w aplikację BlaBlaCar i szuka nam połączeń do Lyonu, gdzie miałyśmy plan się dostać, musiałyśmy interweniować. Długo trwało, by zrozumiała, że nie mamy pieniędzy, by płacić za przejazdy. Tę informację jakoś przełknęła, jednak, gdy dowiedziała się, że chcemy przespać tę noc „na dziko”, jej piękne czarne oczy zrobiły się wielkie jak 5zł i patrząc na nas pokręciła stanowczo głową.

– It is impossible. – Ton jej głosu był stanowczy i jakoś taki mądry, że stwierdziłyśmy, ze nie ma co się upierać, w dodatku, że zaproponowała nocleg u siebie w mieszkaniu. Nie wiem, czy któraś z nas miała wątpliwości, by ufać tej kobiecie, ale z pewnością wszystkie byłyśmy wniebowzięte, gdy znalazłyśmy spokojne schronienie w jej mieszkaniu, a szczególnie, gdy zrobiła nam smaczną kolację i zaprowadziła do przytulnego pokoju swojej córeczki, w którym przespałyśmy tę noc. Kładąc się spać jeszcze długo szeptałyśmy rozentuzjazmowane. Ta pierwsza nasza przygoda autostopowa była dla nas tak niesamowita, że nawet fakt stracenia całego dnia i nie przybliżania się do celu naszej wędrówki- Wiednia, nie martwił nas. Czułyśmy tego wieczora Opiekę Boską i ogromną wdzięczność za nią. I choć powiedziałyśmy sobie dobranoc, to jeszcze długo nie spałam tej nocy, zastanawiając się jakie przygody czekają nas w kolejnych dniach, i gdzie przyjdzie nam spać za 24 godziny…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s