Pierwszy autostop w życiu cz. 3

– Bo ta Agnieszka już nie mogła wrócić do niego!

– Co Ty gadasz?! Przecież tam jest happy end!

– No właśnie nie! To jest kłamstwo naszego dzieciństwa!

– Coo? Gdzie niby? W którym wersie?? – Nie wierzyłam. Gosia z Olą wciskały mi kit, że historia w tej słynnej kolonijnej piosence „Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka”, męczona na wszystkich wycieczkach szkolnych, zawsze śpiewana przeze mnie myśląc, że ma szczęśliwe zakończenie, wcale nie kończy się szczęśliwie!

– Bo tam jest w ostatnich zdaniach, że ona się go pyta czy jest jeszcze w jego sercu, a on odpowiada: „Moje śliczne Ty kochanie- Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka”!

Tak, tak, właśnie takie ambitne rozmowy toczyły się między nami, po 4 dniach trudu autostopowej podróży z Paryża do Wiednia. Osiągnąwszy nasz cel- Wiedeń, przechadzałyśmy się uliczkami stolicy Austrii i, niestety, musiałyśmy dużo bardziej hamować nasze głośne polskie komentarze dotyczące wszystkiego wokoło, bo coraz częściej słyszałyśmy nasz język wśród innych turystów.

Ale to wszystko było mało ważne. Zmęczeniem też się nie przejmowałyśmy. Wszystko już było super, słońce świeciło, plecaki zostawiłyśmy w skrytce, a same lekkie i wolne biegałyśmy po Wiedniu. Nawet założyłyśmy na tę okazję ostatnie czyste ciuchy- pierwszy raz nie mundury! Teraz już nic nie mogło nam popsuć humorów. Dlaczego? Bo zdążyłyśmy! Zdążyłyśmy dotrzeć do Wiednia w przeddzień wykupionego przez nas biletu na polskiego busa do Warszawy. Bo wiecie, choć autostop nam się bardzo podobał, to jednak… nie mogłyśmy się doczekać by usiąść w ciepłym autobusie i nie troszcząc się o zabawianie kierowców rozmowami, po prostu sobie przekimać całą drogę do Warszawy.

stop

A jak to się stało, że zdążyłyśmy?

Otóż, dzień po noclegu na campingu przy Szwajcarskiej granicy rozpoczęłyśmy bardzo wcześnie. Nie to, że my takie ranne ptaszki, co to to nie. Obudziło nas… zimno. Odczułyśmy dość boleśnie, że plandeka jednak dużo słabiej chroni od zimna niż zwykły namiot (którego nie brałyśmy, by się nie przedźwigać). Tego dnia szło nam bardzo sprawnie. Pierwszy autostop z małżeństwem z dwójką córeczek w wielkim vanie zawiózł nas do Szwajcarii. Kolejny stop z szalonym arabem, który chciał z nami fotkę, podwiózł nas pod samą Genewę.  Nie mogłyśmy jej sobie odpuścić! Wiadomo, zjazd z autostrady sporo czasu na autostopie kosztuje, ale nie pożałowałyśmy. Jezioro Genewskie w samym środku miasta i widok na pokryte śniegiem Alpy był niesamowity. Jak na prawdziwe Polki przystało, ochrzciłyśmy  murek nad jeziorem jedząc tam nasze polskie konserwy ze starą bagietką.

DSC06918.JPG

– Dobra, trzeba się teraz stąd wydostać. – Stwierdziła Gosia. Łatwo było powiedzieć, trudniej wykonać. Szłyśmy w stronę wyjazdu na autostradę z ciężkimi plecakami. Szłyśmy i szłyśmy. Niestety, nikt nas nie chciał zabrać. Siły nam się kończyły, gdy wtem zatrzymał się jeden samochód! Pani jednak tak niefortunnie stanęła na środku wjazdu, że jakiś inny samochód zaczął na nią trąbić. Czerwoniutkie jak buraki zrobiły się jej policzki, jeszcze chwilę się pomęczyła starając wymanewrować i ustąpić trąbiącemu. Jednak presja była zbyt duża- zrezygnowała i uśmiechając się do nas przepraszająco- pojechała dalej. Choć było szkoda, to nie umiałyśmy być na nią złe. Robiąc co parę minut odpoczynki w końcu doczłapałyśmy się do wyjazdu na autostradę, gdzie raz dwa złapałyśmy stopa. Jako że historia lub się powtarzać, to i tego dnia późnym popołudniem nastąpił kryzys. Nauczone jednak wczorajszą historią nie traciłyśmy wiary i faktycznie, udało się. Co prawda już po zmroku, ale jednak  zatrzymał się pewien bardzo przystojny Niemiec.

Wygodny samochód, świetna muzyka z radia, aksamitny głos młodego kierowcy opowiadający o miejscu do którego zmierzamy, ten specyficzny klimat jazdy po zmroku, gdy za oknem widać jedynie ciemne sylwetki drzew i jasny księżyc, no i my jadące gdzieś, nawet dokładnie nie wiemy gdzie…  Do tej pory pamiętam magiczne wrażenie, gdy zasłuchane w  muzykę dotarłyśmy do prześlicznego miejsca nad jeziorem Bodensee, czego zupełnie nie planowałyśmy. Miałyśmy tam najdroższy nocleg na autostopie, bo campingi w Szwajcarii tanie nie są. Nie mogłyśmy tego faktu puścić płazem, więc by wycisnąć z tego noclegu co się da, poszłyśmy wykąpać się pod ciepłym prysznicem… kilka razy. A co! Po szybkiej kolacji, wyczerpane całym dniem, postanowiłyśmy spać pod gołym niebem. Rozłożyłyśmy się nad samym brzegiem jeziora, a że ciepło nie było, to siłą rzeczy obudziłyśmy się z zimna nad ranem i podziwiałyśmy wschód słońca nad Bodensee. Prawdziwe cudo! Polecamy!!!

wschód nad Baden See

Kolejny, już ostatni autostopowy  dzień, był szalony. Najpierw jeden dziadek ,choć nie mógł nas nigdzie podwieźć, to przywiózł nam mrożoną kawę. Potem w końcu udało nam się zabrać z Niemcem w średnim wieku, który trochę za bardzo rozentuzjazmowany tym, że nas wiezie, ekspresyjnie gestykulował puszczając przy tym kierownicę. Choć mijałyśmy za oknem przepiękne widoki ośnieżonych szczytów austriackich Alp, to zarówno ja, jak i Gosia zakrywałyśmy oczy w tych momentach. My na szczęście siedziałyśmy z tyłu, jednak biedna Ola siedząca na miejscu pasażera, musiała szybko reagować-  chwytać za kierownicę i wyręczać kierowcę. Oj, była to szalona jazda! W dodatku, że tak Niemcowi się spodobało kierowanie przez Olę (która wtedy nawet prawa jazdy nie miała), że stwarzał te sytuacje coraz częściej.

DSC06996.JPG

W końcu zapadł zmrok, a my dotarłyśmy na  parking przy autostradzie już niedaleko od Wiednia. Temperatura nas nie rozpieszczała, szczególnie gdy nastał późny wieczór, więc spanie pod plandeczką odpadało. Na parkingu był całodobowy McDonald, w którym postanowiłyśmy przeczekać noc.  Usiadłyśmy w kącie i korzystając z darmowego wifi , głośno zastanawiałyśmy się jak tu najrozsądniej przeczekać noc.

– To może zrobimy warty? Raz dwie śpią, jedna czuwa i np. po godzinie zmiana. – Zaproponowałam.

– Spoko, tylko jak tu spać? Głowami na stole? – Ola jak zwykle myślała trzeźwo.

– Ech, no i siara taka trochę spać Macu. – Tak rozmawiając nie zauważyłyśmy, że przysiadł się do stolika obok jakiś młodzieniec. Od czasu do czasu zerkał na nas, aż w końcu się odezwał:

– Jak chcecie, to mogę Was przenocować na pace w ciężarówce u siebie.

Zaniemówiłyśmy. Byłyśmy w Austrii, a tu nagle jakiś obcy koleś mówi do nas po polsku. Zupełnie zdezorientowane nie wiedziałyśmy co odpowiedzieć.

– Yyyy, a to ty też jesteś z Polski? – Zadałam najmądrzejsze pytanie, jakie udało mi się na poczekaniu ułożyć.

– Nie, z Ukrainy, ale mam rodzinę w Polsce. – Gdyby nie fakt, że chłopak ubrany był w ciemne skóry, to można powiedzieć, że robił sympatyczne wrażenie. Ja z Gosią dość szybko zaczęłyśmy się przekonywać, by zaufać i pójść spać do Ivana, bo tak miał na imię ów Ukrainiec. Po krótkiej rozmowie z nim Ola wzięła mnie na bok i szepnęła:

– Nie śpimy u niego. Nie ma opcji. On nas gdzieś w nocy wywiezie albo coś jeszcze innego zrobi. – No i tu się zaczynał problem, bo i ja i Gosia byłyśmy gotowe mu zaufać, Ola zdecydowanie nie.

– Dobra, dziewczyny, ja idę do siebie, jak się namyślicie, to możecie przyjść. – Ivan chyba zorientował się o co chodzi. Wytłumaczył nam gdzie ma swoją ciężarówkę i zostawił nas same.

Znając Olę nie sądziłam, że uda nam się ją namówić na spanie na pace u obcego kolesia. A jednak myliłam się! Moze to przez brak alternatywnego rozwiązania, a może sie jednak do Ivana przekonała. Nie ważne! Ważne, że jednak jakoś przełamała swój strach i poszłyśmy do Ivanowej ciężarówki. No i nie pożałowałyśmy. Wykąpałyśmy się w prysznicu na stacji benzynowej, gdzie  pan zobaczywszy mundury harcerskie, nie chciał od nas pieniędzy za prysznic. Po kąpieli jeszcze dłuższy czas rozmawialiśmy z Ivanem,  który okazał się być bardzo uczynnym chłopakiem i miał sporo ciekawych historii do opowiedzenia: o rodzinie, o pracy, o ojczyźnie, a nawet i o Polsce.  Już bez strachu poszłyśmy spać na pakę. Był to najcieplejszy nocleg od 3 dni i w końcu przespałyśmy całą noc.

kawa z rana od kochanego Ivana.JPG

Kolejny ranek rozpoczęłyśmy kawą od naszego Ivana. O 7 już łapałyśmy pierwszego stopa i jak się okazało… ostatniego stopa na tej naszej wyprawie. Dwóch Węgrów, z którymi niestety totalnie nie dało się porozumieć, oprócz słowa „Wien”, dowiozło nas do samego Wiednia. Tak, w końcu dojechałyśmy do Wiednia, do celu naszej podróży!!!

O tym jak wyglądało nasze „zwiedzanie” Wiednia, to już wiecie- było to bardziej wędrowanie przez kolejne słynne wiedeńskie place i uliczki i rozkminianie wszystkiego, czego w życiu jeszcze rozkminić nie zdążyłyśmy. Ciekawsze pytanie, to jak wyglądała noc w Wiedniu?! Parę miesięcy wcześniej, siedząc w ciepłym mieszkanku w Warszawie i popijając herbatkę, planowałyśmy naszego pierwszego w życiu stopa. Wtedy też zapadła decyzja, że kupujemy bilety na polskiego busa z Wiednia do Warszawy na godz… 7 rano. Bo akurat na tę godzinę były super tanie. Dopiero na miejscu zorientowałyśmy  się z czym to się wiąże, gdy nie chcemy płacić za noclegi w hotelach. No cóż, po tej nocy, możemy Wam polecić ciepłe miejsce w wiedeńskim metrze. W ogóle nie musicie się obawiać dziwnych spojrzeń! Po prostu zlewacie się z tłumem bezdomnych koczujących tu co noc. Więc naprawdę całkiem nieźle się tam wyspałyśmy. Dopiero koło 5 nie było już tak komfortowo, bo zaczynały się powoli tłumy ludzi zmierzających do pracy. Więc wstałyśmy, spakowałyśmy toboły, odnalazłyśmy dworzec autobusowy i po krótkim czekaniu usiadłyśmy w końcu w biało czerwonym autobusie, który zawiózł nas prosto do Warszawy.

ostatnia noc przed powrotem do domu.JPG

To wszystko co się działo, co przeżyłyśmy na autostopie, to doświadczenia, dzięki którym zaczęłyśmy uczyć się innego podejścia do życia. Życia z dnia na dzień i wypełniania ewangelicznych  słów: „Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie.” (Mt. 6, 34) To również wspomnienia, które teraz, po 3 latach mam tak żywo zapisane w pamięci, że nie był to problem by spisać je w formie opowieści. A co najciekawsze, to że mimo trudów i naprawdę sporego zmęczenia całą wyprawą, to pierwsze pytanie które usłyszałam od Gosi po powrocie brzmiało: „ To kiedy kolejna podróż?” A ucieszyło mnie ono tak bardzo, bo sama chciałam je zadać 😀

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s