Angielska Misja Karola

piekne

O 4:30 zadzwonił budzik, wstałem, zjadłem i wsiadłem do samochodu. Po chwili byłem z powrotem w domu. W międzyczasie minęło 40 godzin, a moje życie weszło na inny poziom. Misja, na którą się wybrałem, nie była wcale taka trudna. Okazała się dopiero początkiem i przyczyną dużo trudniejszych potyczek.

Lotnisko Modlin

Zaczynało dopiero świtać, gdy pojawiłem się na płycie lotniska. Gdzieś daleko, za budynkami i lasem, wschodziło powoli Słońce, aby swoim światłem i ciepłem otulić Polskę. Razem ze mną do Londynu leciało ponad sto osób. Jak uciekinierzy, jak ludzie, którzy już nigdy tu nie wrócą, żegnaliśmy się w myślach z ojczyzną i naszym życiem. Kto wie, co może stać się za chwilę kilkaset metrów ponad ziemią? Samolot ruszył, wbiło mnie w fotel, odebrało mi dech, a w głowie pojawiły się myśli: “Dlaczego ja się na to zdecydowałem? Z Londynu wracam drogą lądową.”.

O dziwo mój organizm poradził sobie niespodziewanie szybko ze stresem. Już po chwili sen ukoił moje nerwy. Jednak nie to sprawiło, że do Polski wróciłem przecinając niebiosa. Krótki czas podróży, a przede wszystkim piękne widoki, były przyczyną wybrania ponownie samolotu.

Stansted Airport

Nie było wcale tak źle i gwałtownie. Samolot osiadł na angielskiej ziemi dość delikatnie. Jeszcze chwilę wcześniej spokojnie obserwowałem z góry niewielką wyspę położoną w pobliżu Francji, a teraz biegłem po niej w stronę dworca autobusowego. Spieszyłem się, pomimo że miałem spory zapas czasu. Złapałem plecak i wyskoczyłem z samolotu. Jak bywa zazwyczaj, tak i tym razem nie trafiłem na piechura, który mógłby mnie prześcignąć. Gnałem więc i gnałem w stronę autobusu. Mała ilość podróżnych napawała mnie nadzieją, że zdążę. Niestety… wszedłem do hali głównej i moim oczom ukazała się spora kolejka czekających na odprawę. Jednak pogoń w korytarzu się opłaciła. Przemknąłem między pasami na koniec kolejki, a zaraz za mną obsługa lotniska zamknęła to przejście, aby utworzyć za mną kolejkę w postaci węża. Co jakiś czas na zagięciach tego ludzkiego węża spotykałem moich współpasażerów. Wszyscy byli za mną 😀 Po 15 minutach podałem paszport i i usłyszałem miły głos mówiący: Witamy w Wielkiej Brytanii. Wyścig do autobusu zaczął się na nowo. Byłem tak szybki, że zdążyłem na autobus z kilkunastoma minutami zapasu. To zasługa m.in. bagażu w postaci plecaka – tak bardzo niedoceniany, ale wspaniały wynalazek ludzkości!

Wycieczka do Londynu była totalnie niezaplanowana. W sumie to w ogóle nie było ważne. Tylko jedno miałem w głowie. Był tylko jeden cel do osiągnięcia. Wiązało się z nim dużo pytań: jak to zrobić, gdzie to zrobić, kiedy to zrobić? Wróciłem do rozmyślań, czy może zrobić to gdzieś na mieście? Tylko gdzie? Nie wiedziałem co i kiedy chcę zobaczyć. To wszystko zależało od pogody. A tego dnia Anglia nie przystawała do mojego wyobrażenia o niej: szarej i deszczowej. Było inaczej: pięknie i słonecznie. Czas w autobusie wykorzystałem na zaplanowanie pieszej wycieczki. Google Maps zaprezentowało w aplikacji mobilnej możliwość tworzenia trasy z wieloma punktami. To naprawdę świetna funkcja! W internecie znalazłem miejsca warte zobaczenia. Następnie naniosłem je na mapę. Będziemy w muzeum, czy to nie jest fajne miejsce na zaręczyny? A może w parku? Marcela bardzo lubi przyrodę, więc zrobię to wśród zieleni i ciszy! Wiem, zrobię to w kawiarni, przy pysznej kawie i cieście.

Autobus mknął w tym czasie przez angielską drogę szybkiego ruchu. Trochę dziwnie, bo lewym pasem, ale na szczęście nie mieliśmy wypadku. Za oknem był kraj, trochę inny, ale też trochę podobny do Polski, w skrócie: ładny. Ja wróciłem do swoich zajęć. Usunąłem miejsca bardzo odległe od siebie i skupiłem się na kilku, które stworzyły małą grupę. Moja trasa wyglądała przepięknie, jeśli przepięknym można nazwać supeł;) Kilka przesunięć i z mojego supła powstała elipsa, po której już niebawem kroczyłem.

London Victoria Station

Z przystanku autobusowego na stację, gdzie umówiłem się z moją młodą damą, miałem tylko kilkadziesiąt metrów. Po chwili stałem już na środku stacji Victoria. Byłem sporo przed umówionym czasem. Pokręciłem się trochę, znudziłem, pokręciłem jeszcze raz i znowu znudziłem. Zacząłem przyglądać się ludziom i ich zachowaniom, ludziom o wszystkich możliwych kolorach skóry i przedstawicielom wielu kultur. Niektórzy szli wolno i ospale, niektórzy biegli, tamci mieli kolorowe coś na głowie, a tamta grupka, te kilka osób obok nas, widzisz ich?, ale spójrz dyskretnie!, 15 minut temu witali się. Widać, że bardzo się stęsknili, bo aż podskakiwali i energicznie gestykulowali witając się, ale… nawet się nie dotknęli.

IMG_20161119_105318.jpg

Zbliżała się godzina zero. Poszukałem dobrego miejsca do znalezienia się. Uznałem, że McDonald świetnie się do tego nadaje. Udałem się więc w tamto miejsce, by po chwili odebrać telefon:

  • M: Halo, to ja Marcela, gdzie jesteś?
  • K: Pod McDonaldem!
  • M: Ja też!
  • K: Super! Nie widzę Cię! Dokładnie gdzie jesteś?
  • M: Przy wejściu.
  • K: Ja też!
  • M: Ale jak to? Oprócz mnie nikogo nie ma!
  • K: A jak tam dotarłaś?
  • M: Wjechałam na górę ruchomymi schodami
  • K: Eee nie wchodziłem po żadnych ruchomych schodach. Tu chyba są dwa McDonaldy. Poczekaj tam, idę do Ciebie!

Gdzieś w tłumie, pośród idących i biegnących ludzi, stała ona. Uśmiechnięta, zmęczona i szczęśliwa 🙂

Pałac Buckingham

Konie, policjanci, tłumy Anglików, Gwardia, orkiestra, Królowa – to wszystko spotkało nas pod Pałacem Buckingham. Nie wiem, co tam się działo, ale było śmiesznie, a przede wszystkim panie policjantki jeżdżące konno i krzyczące do tłumu, który nic sobie z nich nie robił. Mówiąc krótko: fajne wydarzenie, ale organizacja i kontrola ruchów tłumu pozostawiała wiele do życzenia.

Tego słonecznego dnia odwiedzaliśmy pieszo kolejne atrakcje Londynu. Bardzo miło zaskoczyła nas informacja, że wiele muzeów jest w Londynie całkowicie darmowych. Zobaczyliśmy m.in. Westminster Abbey, Big Bena, Tamizę, Galerię Narodową i China Town. Nasza wycieczka była jak wycieczka krajoznawcza. Marcela niczego się nie domyślała. Nie przyszło jej chyba do głowy po co w ogóle przyjechałem. Raz zapytała dlaczego mam tak wypchaną kieszeń. Dobrze, że nie sprawdziła. To byłyby słabe zaręczyny:P Chodziliśmy po mieście, ale żadne miejsce nie było moim zdaniem odpowiednie, aby zrealizować moje plany. Wszystko było fajne, nowe, inne, ale nie aż tak bardzo wyjątkowe, a w dodatku w pewnym momencie po prostu zgłodnieliśmy. Na obiad wybraliśmy Fish and chips, które serdecznie polecamy. Po zaspokojeniu głodu wróciliśmy do wędrówki. Na naszej liście miejsc do zobaczenia było już tylko kilka punktów. Kolejną atrakcją był Hyde Park.

Ten ogromny park w centrum miasta jest całkiem inny niż te, które kojarzę z Warszawy. To, co najbardziej go odróżniało, był tłum ludzi. Ludzi, dzieci, łabędzi i wiewiórek, a wszystkie one robiły taki hałas, że aż dziwiło mnie, dlaczego ludzie chcą tam spędzać swój wolny czas. Jest tam jednak przyjemnie, jest woda, zieleń oraz nikt się nigdzie nie spieszy. A w dodatku na terenie parku jest galeria sztuki – Serpentine Gallery. To tam zapytam Marcelę, czy zostanie moją żoną 🙂

Serpentine Gallery

Wejście do tej galerii również było darmowe. Były w niej dwie wystawy. Pierwsza z nich dotyczyła przedmiotów codziennego użytku. O dziwo nie zainteresowała mnie wystawa o dziwnych krzesłąch i stołach. Gdybym miał płacić za tę wystawę, to zażądałbym zwrotu pieniędzy. Na szczęście była jeszcze druga wystawa. Dziwna wystawa. W pomieszczeniu było zgaszone światło, gdzieś na podłodze stały lampki i świeczki. Dawały one niewiele światła. Z głośników sączyła się muzyka z lat 80. Gdzieś stała fontanna z szumiącą głośno wodą oraz pływającymi w niej czerwonymi rybami. Na podłodze leżały przedmioty zgrupowane po kilkanaście. Wyglądało to trochę jak grupki przedstawiające przedmioty z kolejnych dziesięcioleci, począwszy od lat 70. To oczywiście tylko moja interpretacja. Gdzieś leżał samolot, jakaś połamana zabawka, ozdoby karnawałowe. Te przedmioty i grupki mogły również reprezentować koniec dziesięciolecia w postaci większego Sylwestra. Wystawa z pewnością wzbudzała uczucia oraz dawała do myślenia. To było świetne miejsce, aby wśród zadumanych ludzi, którzy byli przez to jakby w innym świecie, w innym czasie, zrobić małą scenę. Odmienić moje i Marceli życie. Ciekawe, co pomyśleliby tamci ludzie. Czy potraktowali to jako element wystawy? Z rozmów z Marceliną w czasie zwiedzania Londynu dowiedziałem się, że nie chciałaby zaręczyć się wśród obcych ludzi, wśród jakichkolwiek ludzi. Dlatego też moje plany przeniosłem na później.

Science Museum

Jeśli będziesz kiedykolwiek w Londynie, koniecznie obejrzyj to muzeum. Zawiera ogrom wiedzy. Znajdują się w nim eksponaty przedstawiające wynalazki odkryte przez całą ludzkość. Stoją tam pierwsze ciągniki (w skali 1:1), maszyny wydobywające ropę. Jest regał przedstawiający jeden model samochodu, który zmieniał się w kolejnych seriach. Te samochody stoją jeden nad drugim i są w skali 1:1. Niesamowite!

science.jpg

A to B Hotel

Do hotelu udaliśmy się metrem. Nie było wcale tak łatwo. Gdzie kupić bilety? Jakie bilety kupić? Z którego peronu odjeżdża nasz pociąg? Który to nasz pociąg? Dlaczego metro się spóźnia? Poniżej zamieszczam plan londyńskiego metra. Przypomina warszawskie, ale tylko trochę.

W hotelu mieliśmy zarezerwowany pokój z łazienką na korytarzu. Recepcjonista chciał dać nam pokój z łazienką, oczywiście droższy. I wtedy Marcela pokazała swój kunszt negocjatorki. Bez żadnej dopłaty spędziliśmy noc w pokoju z łazienką 🙂

ab hotel.jpg

Tego dnia cieszyliśmy się sobą oraz dużo rozmawialiśmy. W pokoju mogliśmy odpocząć. Robiliśmy wszystko bez większego pośpiechu. Zjedliśmy, umyliśmy się i leżąc rozmawialiśmy o nas, o naszych marzeniach i naszej wspólnej przyszłości. Marcela nie wiedziała jeszcze wtedy, co jest  w mojej głowie. Pod jakimś głupim powodem wstałem, wyjąłem coś z plecaka, odwróciłem się i uklęknąłem. Zadałem jedno pytanie, którym sprawiłem, że Marcela przez kilka chwil przestała mówić. Cisza, nic, ani słowa. Na szczęście w końcu się odezwała i zgodziła się zostać moją żoną. Ze względu na silne emocje reszty już nie pamiętam 😛

15133970_10154976588666412_618319040_o.jpg

Victoria Station

Następnego dnia wstaliśmy wcześnie. Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w podróż powrotną. Metro znowu nas zaskoczyło. Diagram przedstawiający linie metra miał dodane linie wychodzące poza Londyn, więc od nowa musieliśmy odnaleźć interesujące nas punkty. Bez większych problemów dotarliśmy do stacji Victoria Station. Muszę zauważyć, że metro w Londynie odbiega od mojego wyobrażenia metra, tzn. nie jest ono całe pod ziemią, lecz tylko fragmentami jedzie tunelami.

linie metra.jpg

Trochę zajęło nam znowu odnaleźć odpowiedni przystanek autobusowy i cały dworzec, bo jest jednak trochę ukryty. Wsiadłem do autobusu, pomachałem Marceli, która smutna odmachała mi chusteczką. Powrót był bardzo spokojny, pomijając incydent, w którym zablokowałem maszynę do sprawdzania zawartości bagażu na lotnisku, siedziałem już w hali odlotów mając 90 minut zapasu do odlotu. Już tak mam, że lubię mieć zapas czasu i być w różnych miejscach przed wymaganym terminem.

Lotnisko Modlin

Samolot wylądował w Modlinie, a moja podróż dobiegła końca. Misja została wykonana, a mój związek z poziomu papużek nierozłączek wszedł na nowy poziom narzeczeństwa 🙂 Dobranoc!

Karol 🙂

 

Wykorzystane w opowiadaniu zdjęcia:

„google.localdataimages.com/800_WM/2308/23080813.jpg”

https://c1.staticflickr.com/8/7153/6515917871_8f251f1923_b.jpg”

https://c1.staticflickr.com/9/8375/8434977593_21f39f2650_b.jpg”

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s